Pierwsza wizyta u fizjoterapeuty uroginekologicznego

Po wpisie Babskie dno dostałam od Was sporo wiadomości z różnymi pytaniami. Jednym z tych, które powtarzało się najczęściej było – jak wygląda wizyta u fizjoterapeutki uroginekologicznej. Postanowiłam więc opisać Wam swoją pierwszą wizytę.

Czy jest się czego bać?
Zdecydowanie nie. Ja się stresowałam bardzo mocno. Po pierwsze wcześniej nigdy nie słyszałam o takim specjaliście jak fizjoterapeuta uroginekologiczny, brzmiało to dla mnie trochę jak specjalista od starszych ludzi. Określenia mięśnie dna miednicy (mdm) też nie znałam (ewentualnie słyszałam o ćwiczeniu mięśni Kegla, dla uzyskania lepszych doznań w łóżku). Sama perspektywa, że ktoś inny niż ginekolog będzie mnie badał, też nie była najprzyjemniejsza, no bo bądźmy szczere, rozbieranie się od pasa w dół przed obcym człowiekiem (już pomijam jakiej jest płci) nie jest zbyt komfortowe. Na szczęście atmosfera jaką stworzyła Pani Magda okazała się bardzo przyjazna i nie czułam jakiegoś szczególnego skrępowania ani podczas wywiadu, ani podczas badania.

Jak to po kolei wyglądało?

Zaczęło się od długiego i szczegółowego wywiadu. Urofizjo pytała mnie o:

  • przebieg porodu, połogu, sposób karmienia noworodka, czy mam jakieś dolegliwości bólowe, czy przebyłam jakieś operacje;
  • nawyki związane z przebywaniem w toalecie, czy występują jakieś trudności np. zaparcia, nietrzymania moczu,
  • rodzaj aktywności fizycznej i sposób odżywiania.

Było tutaj trochę opowiadania z mojej strony. Pani mnie dokładnie wysłuchała (jeżeli dobrze pamiętam robiła nawet notatki 😀 ). Jak skończyłam przeszła do uwag jakie ma. I tak dowiedziałam się, że niewłaściwie korzystam z toalety. Śmieszne co? 30 lat na karku i korzystać z WC nie potrafi…Okazało się jednak, że to ani śmieszne, ani błahe, ani nie niespotykane. To co robiłam niewłaściwie, to olewanie sygnałów mojego ciała i siłowe załatwianie swoich potrzeb. Wiadomo, że my kobiety, różnimy się tutaj od mężczyzn i widać to nawet w podejściu do wizyty w toalecie. Dla nich to oaza spokoju i miejsce odosobnienia. Wchodzą do niej z telefonem/książką i siedzą, i siedzą, i siedzą, aż nas potrafi coś “strzelić” ale oni tak siedzą i czekają aż wszystko się samo wydarzy. My kobiety natomiast, szczególnie matki, ciągle się gdzieś spieszymy. No i wiadomo, że potrzeba wizyty w toalecie jest nam przeważnie nie na rękę. Rzadko więc idziemy do WC od razu, gdy nasze ciało wysyła nam o tym sygnał. Ja miałam tak samo. Jak już w końcu weszłam, to siadałam i parłam (cisnęłam, czy jakkolwiek to nazwać,  wiesz o co mi chodzi), bez względu na to czy chodziło o “jedynkę”, czy “dwójkę”, byleby było szybko i z głowy. Okazało się to zgubne dla moich mięśni dna miednicy.
Rozmawiałyśmy też o rodzajach aktywności fizycznej – dowiedziałam się, że nie każda aktywność jest wskazana dla kobiet (niestety również część z nich, która była moim udziałem) oraz o podstawach dobrych nawyków żywieniowych i o właściwej postawie mojego ciała.

Po pogaduchach przyszła pora na badanie. Tutaj od razu powiem, że zawsze na takie wizyty staram się ubrać w tunikę, dłuższą bluzkę lub spódnicę. Poprawia to mój komfort 🙂 Pani Magda nałożyła rękawiczkę, żel i manualnie wykonała badanie dopochwowe. Oceniła stan moich mięśni dna miednicy tzn. ich siłę, rodzaje skurczów, wytrzymałość i kondycję (prosiła o zaciskanie mdm, utrzymywanie napięcia, rozluźnianie itd.). Wyjaśniła mi jak ocenia ich stan, opowiedziała również o tym jak one działają. Trwało to chwilę (dla mnie to było naprawdę ciekawe i zastanawiałam się, dlaczego ich działanie nie jest jedną z rzeczy, której uczą standardowo na szkole rodzenia albo w szkole).

Przyszedł czas na ćwiczenia. Pani Magda najpierw opowiadała o tym jakie ćwiczenia chciałaby abym spróbowała wykonać, potem ja próbowałam a ona mówiła, czy robię to dobrze czy źle. Zwracała też dużą uwagę na mój sposób oddychania. Tak, dokładnie tak jak myślisz, na początku każdego ćwiczenia miała palce (w rękawiczce oczywiście) w mojej pochwie. I może to się wydać dziwne ale atmosfera była taka, że nie czułam się skrępowana. Wiedziałam też jaki jest tego cel. Nieprawidłowe wykonywanie ćwiczeń mdm może pogorszyć ich stan. Dlatego jest tak ważne, żeby nauczyć się dokładnie je wykonywać podczas wizyty, bo kiedy ćwiczy się już samemu w domu nie ma nikogo, kto by nas kontrolował. Nauczyłam się w ten sposób 5 ćwiczeń.

Na zakończenie wizyty dostałam jeszcze rady dotyczące życia codziennego. Na co zwrócić uwagę podczas zwykłych, codziennych aktywności, żeby nie obciążać dodatkowo dna miednicy np. jak siadać, wstawać, kichać, kaszleć, podnosić i odkładać dziecko. Pani Magda poinformowała mnie o rokowaniach (które były pocieszające) i o tym, że uniknięcie operacji dzięki systematycznym ćwiczeniom jest naprawdę możliwe.
Zapytałam też o następną wizytę i usłyszałam, żebyśmy spotkały się za jakieś 3 miesiące, tak aby można było ocenić postępy. Chyba, że wcześniej czułabym taką potrzebę to oczywiście zawsze możemy się umówić. To był koniec wizyty.

Niedługo po niej dostałam maila z dokładnym opisem omawianych ćwiczeń, które mogłam wykonywać na leżąco (z poduchą pod pupą) lub w klęku podpartym oraz jeszcze raz zebrane wszystkie wskazówki odnoszące się do higieny i zachowań dnia codziennego.

W tym akurat gabinecie nie było wykonywane badanie usg, które wiem, że urofizjo też dość często robią. Mimo to byłam naprawdę w szoku ile rzeczy Pani Magda potrafiła wyczuć i określić. To co było dla mnie bardzo istotne, to wiedziałam, wyczułam, że znajduję się w dobrych rękach.

A Ty? Jesteś ju po pierwszej wizycie? Jeżeli po i masz ochotę podziel się swoimi wrażeniami i jej przebiegiem w komentarzu!

Polub moją stronę na Facebooku Bałagan w mojej głowie 🙂

Jedna myśl na temat “Pierwsza wizyta u fizjoterapeuty uroginekologicznego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s