zaWalczyć

Ci którzy mnie znają długo, powiedzą pewnie, że mam silny charakter. Małżeństwo ze wspaniałym i mądrym mężczyzną, dojrzałość jakiej nabiera się z wiekiem i macierzyństwem go złagodziły, bo często (jak to było w moim przypadku) „silny charakter” to była zasłona dymna i strategia obronna związana z moimi kompleksami, ale tak, ogólnie myślę, że charakter mam silny. Raczej nie daję sobie „w kasze dmuchać”.

Jest on na tyle silny, że jestem w stanie walczyć o dobro moich najbliższych, że staję (gdy widzę w tym sens) w obronie wartości albo ludzi mi bliskich, gdy ktoś jest względem nich niesprawiedliwy, robi im krzywdę albo sprawia nieuzasadnioną przykrość. Na tyle, by motywować do zmian osoby, które obdarzą mnie zaufaniem i dzielą się swoimi problemami, do zmian, które są potrzebne, żeby żyło im się lepiej. Żeby mówić rzeczy, które osoby mi bliskie powinny usłyszeć, nawet jeżeli są trudne (oczywiście w miłości i z wrażliwością). Na tyle, żeby przez prawie 8 tygodni karmić dziecko piersią na zmianę z odciąganiem pokarmu w dzień co 1,5h a w nocy co 3h. Na tyle, żeby zabierać głos w sprawach dla mnie ważnych, nawet jeżeli wiem, że dla części moich znajomych może to być szokujące i że potem mogę spotkać się z małą falą niezrozumienia albo hejtu. Na tyle, że jeżeli obiecam, że coś zrobię to dokładam wszelkich starań i zagryzam wargi, żeby dotrzymać słowa. Tak, jestem w stanie walczyć o innych, jestem w stanie walczyć o sprawy ważne dla mnie, jestem w stanie walczyć o siebie.

A jednak.

A jednak, gdy staję do walki sama ze sobą, z moimi słabościami, moją piętą Achillesa, mój zapał, moja siła i moja mądrość gdzieś znikają. I tak przyglądam się innym silnym kobietom, które dostrzegam dookoła siebie i wewnętrznie czuję, że nie jestem sama.

Jest tak wiele z nas, które walczą o swoje zdanie, które walczą o swoje racje, które walczą o ludzi dookoła. Tak wiele z nas jest mądrych i silnych, a jednak w oczach widać, że chociaż potrafią zapałem kogoś zarazić, obronić rzeczy ważne, zmotywować innych do zmian na lepsze, to same zmagają się z “czymś” w swoim życiu, nad czym nie potrafią zapanować. Nad czymś, co mimo posiadanej wiedzy, mądrości, siły, pokonuje je na ich własnym, wewnętrznym podwórku.

Z czego to wynika? Nie mam pojęcia.

W swoim życiu mam takiego jednego Przeciwnika z którym zmagam się odkąd pamiętam. Przechodziłam przez pomoc “specjalistów”, ale będąc nastolatką nie trafiłam na takich z prawdziwego zdarzenia. Z czasem zaczęłam w swoim wnętrzu nad sprawą myśleć, zastanawiać się, skąd w ogóle mój Goliat się wziął. Gdy odnalazłam źródło, myślałam, że to coś zmieni. Ale nie, poza tym, że zyskałam większą świadomość problemu niczego to nie zmieniło, bo skoro wina nie leżała po mojej stronie to miałam etap obwiniania innych. Wiedziałam jednak, że zwalanie winy to nic dobrego, więc postanowiłam wybaczyć i pójść dalej. Znowu zyskałam świadomość i wiedzę, że o ile mogę zwalać swoje niepowodzenia X lat temu na innych to spoko, ale dziś jestem już dużo starsza, jestem “na swoim” i jednak skoro rozprawiłam się z przeszłością (wybaczyłam, przepracowałam, zaakceptowałam fakty) to powinno przecież pójść lepiej. No, ale nie poszło. No tak, ale wtedy nie byłam szczęśliwa, nie miałam męża, narzeczonego czy nawet chłopaka. Tak, byłam nieszczęśliwa i przez to mi się nie udawało, bo potrzebowałam wsparcia. Ale pojawił się chłopak, narzeczony i potem mąż. Nie jakiś taki byle jaki ale porządny mężczyzna, dający mi miłość, bezpieczeństwo, akceptację, przyjaźń, zrozumienie, ba, taki z którym o Goliacie mogłam szczerze porozmawiać, i chociaż nie było to dla mnie łatwe (bo rozmawianie o najgłębszym wnętrzu łatwe chyba nigdy nie jest) to jednak, niczego to nie zmieniło. Próbowałam oczywiście w międzyczasie różnych “hitów” na pokonanie Goliata, ale to też nic nie dawało. Potem spotkałam na swojej drodze doskonałą specjalistkę od mojego Olbrzyma. Taką z sercem na dłoni, a nie z kalkulatorem w kieszeni, która naprawdę bardzo się “we mnie” zaangażowała i starała się pomóc jak mogła. Udało się wygrywać bitwę trochę dłużej niż zazwyczaj lecz niestety, ostatecznie Goliat znowu górą. To co wyszło z tego dobrego, to wspaniała przyjaźń, której nikt się nie spodziewał. Zyskałam w swoim życiu cudownego człowieka i poznałam więcej mechanizmów działania Goliata, strategię której on używa i wiele sposobów na to jak go pokonać, wiele narzędzi, które powinny pomóc. Wiele rzeczy, którymi mogłam podzielić się z innymi. A jednak, jak szewc bez butów, bo ta, wiedza zdała się na niewiele w moim przypadku, chociaż wiem, że pomogła innym. Potem odkryłam cudowną trenerkę kobiet (sama nie wiem jak ją nazwać) i zrobiłam jej kurs. To było COŚ! Jeszcze większa możliwość zajrzenia w siebie, nowe odkrycia, nowe przemyślenia, nowy zapał do działania, wyższy poziom świadomości. Zdążyłam już zachęcić innych, żeby jej posłuchali, bo jej kurs naprawdę zmienił wiele w mojej głowie i moim wnętrzu. A jednak. Jednak nie zmienił tego, że Goliat dalej jest, ma się dobrze i czasami czuję, jakby śmiał mi się prosto w twarz.

Jeżeli myślałaś, że opowiadam Ci o tym i pochwalę się prawdziwym sukcesem, to niestety nie. Jeszcze nie. Jeszcze nie, ale się nie poddam. Będę dalej próbować i wierzę, że wkrótce, będę mogła napisać, że się udało i opisać Ci to co się wydarzyło, że po wielu latach prób i błędów uda mi się Goliata pokonać.

Teraz jednak chcę, żebyś wiedziała, że jeżeli w Twoim życiu jest Goliat, a może i kilku, z którymi walczysz, ale nie udaje Ci się ich zwalczyć, to NIE JESTEŚ SAMA! Nie jesteś głupia, nie jesteś tępa, nie jesteś beznadziejnym przypadkiem, któremu nic ani nikt nie może pomóc. Nie wierzę w to. Wierzę, że zarówno ja, jak i Ty MAMY możliwość go pokonać i póki będziemy żyły, jest na to szansa. Choć wiadomo, że milej jest ich pokonywać szybciej i wcześniej niż dłużej i później, to jednak, póki żyjesz i DOPÓKI SIĘ NIE PODDASZ to masz szansę. I NIKT oprócz Ciebie i tego, że postanowisz się poddać Ci jej nie odbierze. Bo dopóki walczysz masz możliwość, dopóki się nie poddajesz nie przegrywasz wojny, może ewentualnie małe bitwy, ale nie one świadczą o tym jakie będzie zakończenie.

Tak więc, jeszcze raz chcę Ci powiedzieć, że się nie poddam i będę próbowała.

Ty więc też się nie poddawaj.

Nie jesteś sama.

 

Polub moją stronę na Facebooku Bałagan w mojej głowie 🙂

 

3 myśli na temat “zaWalczyć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s