Matka wie NAJlepiej

Ogólnie bardzo nie lubię uogólnień 😉 Przeważnie są krzywdzące i dają błędny obraz. Tak samo, moim zdaniem, jest ze stwierdzeniem „matka wie, co jest najlepsze dla jej dziecka”, czy też „matka wie najlepiej”. I wkurza mnie, że tak często je słyszę/czytam.

Gdy urodził się młody byłam pewna, że jak już zostanę mamą to powinnam mieć ten dodatkowy, ponadnaturalny wręcz zmysł i WIEDZIEĆ. Wiedzieć dlaczego płacze, wiedzieć co mu dolega, wiedzieć co go boli, wiedzieć o co mu chodzi i wiedzieć jak mu pomóc. Na początku jednak bardzo niewiele z tego wiedziałam, niewiele potrafiłam się domyślić. I gdy mąż pytał mnie „co mu jest”, a jest to przecież normalne pytanie, które zadawaliśmy (i dalej zadajemy) sobie nawzajem, czułam się bardzo niewygodnie z odpowiedzią „nie wiem”. I zanim w końcu wypowiedziałam te dwa słowa, to strzelałam na oślep, żeby tylko „coś” wymyślić, coś powiedzieć, bo czułam, że wiedzieć powinnam. Też tak miałaś?

W każdym razie, w końcu nauczyłam się przyznawać do tego, że nie wiem i dziś nie jest to już dla mnie problemem. Z czasem, jak już lepiej się poznaliśmy z młodym, faktycznie byłam w stanie domyślić się pewnych rzeczy. Nie polegało to jednak na jakimś dodatkowym zmyśle, czy ponadnaturalnych umiejętnościach. To tak samo jak w związku – po jakimś czasie jesteście w stanie domyślić się, o co chodzi drugiej stronie, a nawet wypowiadacie słowa w tym samym czasie. Po prostu uczycie się siebie.

To zdanie jednak nie odnosi się tylko do tematu noworodków. To zdanie/stwierdzenie spotykam tyle razy na różnych grupach i czasami w tak absurdalnych (wybaczcie szczerość) tematach, że aż mi ręce opadają. Bo są sytuacje, że “mama wie lepiej” od kogoś tam, ale skąd przeświadczenie, że wie NAJlepiej? Lepiej nawet od specjalistów w jakiejś dziecięcej dziedzinie?

I tak chociażby temat karmienia i rozszerzania diety. WHO (światowa organizacja zdrowia) zaleca, aby dietę rozszerzać po 6 miesiącu życia (bardzo fajny wpis o tym, dlaczego po 6, a nie po 4 oraz wskazówki o tym, jak w ogóle dietę rozszerzać znajdziesz tutaj). Oczywiście są od tego pewne odstępstwa, ale generalna zasada jest taka, że nie należy tego robić. Jednak, gdy na różnych grupach mamy zadają pytania odnośnie rozszerzania, jest cała masa wypowiedzi (pisanych przez inne mamy), że one to tam nie czekały, bo ich dzieci patrzyły się na nie jak jadły, więc od 3, 4 czy 5 miesiąca wprowadzały stałe pokarmy w różnej postaci, bo one wiedzą NAJlepiej, co jest dla ich dziecka dobre.Rozumiecie? Skoro dziecko patrzy na jedzenie to jest gotowe, żeby jeść to, na co patrzy! (Moje dziecko lubi patrzeć na tramwaje – co to może znaczyć?). Zainteresowanie to przecież tylko JEDNA z oznak gotowości. A, że lekarze przeprowadzają badania i znane są nam w dzisiejszych czasach możliwe konsekwencje takiego postępowania, to w ogóle nie jest istotne. Bo im mamy też rozszerzały dietę wcześniej „i jakoś żyją”, a poza tym “Jestem matką, więc wiem, co jest najlepsze dla mojego dziecka!”

Kolejny temat to rozwój motoryczny maluchów i niektóre „uwalniacze” czasu. Fizjoterapeuci są zgodni w tym, że nie powinno się przyspieszać rozwoju dziecka. Najlepiej jest pozwolić mu robić wszystko we własnym tempie i po prostu wspierać. Nie okładać poduchami maluchów, które jeszcze same nie siedzą, nie stawiać, jeżeli same nie stają, nie prowadzać za rączki póki same nie chodzą. Dlaczego? Przecież nasze mamy i babcie tak robiły, więc dlaczego my mamy tak nie robić…z tego samego powodu co wyżej, bo może to mieć swoje konsekwencje w przyszłości. Oczywiście, jeżeli martwi nas, że nasze maleństwo czegoś jeszcze nie robi, a powinno, to nie ma co zwlekać, tylko najlepiej udać się do fizjoterapeuty dziecięcego na wizytę. On bąbla obejrzy i powie, czy jest coś, co możemy zrobić, żeby lepiej wspierać jego rozwój, czy wszystko jest jak powinno i po prostu powinniśmy dać mu czas. Co do uwalniaczy czasu, mam tu na myśli bujaczki, których siedzonka/foteliki mają niewłaściwą pozycję dla noworodków i małych dzieci (są takie z akceptowalną pozycją, ale nawet w nich dziecka nie powinno się wkładać na kilka godzin dziennie), czy też uwielbiane kiedyś chodziki, no i wielogodzinne spacery w tzw. łupince, czyli pierwszym foteliku. Odpowiedź na pytanie “dlaczego?” jest taka jak wyżej.

I tych tematów jest ogrom. Są wśród nich tematy trudne, co do których nie ma jednogłośnych stanowisk, ale są też takie, z którymi nie ma co dyskutować i nie ma co stwierdzać, że wie się lepiej, bo po prostu lepiej nie wiemy. I nie ma w tym nic złego!

Żyjemy w dziwnych czasach. W czasach, w których nie wierzymy autorytetom, które poświęciły wiele lat swojego życia na swoją edukację, a potem często wiele lat przesiedziały w badaniach naukowych, żebyśmy jako rodzice mogli więcej wiedzieć, a mniej się domyślać. Wierzymy natomiast we wszystko co mówią reklamy (szczególnie, gdy chwytają się dokładnie tego samego mechanizmu „bo mama wie najlepiej co jest dobre dla jej dziecka”) i bardzo często nie mówimy „sprawdzam” zanim kupimy coś dla naszych maluchów. Kiedy w reklamie powiedzą, że “Mama wie, co jest dla jej dziecka najlepsze” to bardzo chcemy w to wierzyć i ulegamy takiej reklamie. Nie lubimy natomiast ludzi, którzy nam powiedzą, że może jednak nie do końca wiemy najlepiej. Nie lubimy, kiedy mówi się nam, że nasz powód do dumy jakim jest silne dziecko trzymające główkę w trzeciej dobie życia to nieprawidłowość. Przecież już zdążyliśmy się pochwalić znajomym jaki to nasz maluszek jest wspaniały i silny. Wierzymy też ludziom, którzy nie mają wykształcenia, w dziedzinach, w których stają się ekspertami, ale mają gadane i doskonale posługują się technikami manipulacyjnymi. I przeważnie tacy ludzie żerują na najbardziej pierwotnym instynkcie – na strachu.

Jak młody się urodził było z nim trochę problemów z jedzeniem, o czym już wspominałam (zbieram się, żeby w końcu to wszystko spisać, ale jest to dla mnie trudny tekst, więc trochę go odwlekam). W każdym razie były problemy, ale to co Misiek robił praktycznie od urodzenia to trzymanie główki. Praktycznie od powrotu ze szpitala, gdy położyło się go na brzuszku to trzymał główkę. Ach, jacy my byliśmy z tego dumni! Mimo tych wszystkich kłopotów, jest taki silny! Po kilku miesiącach okazało się jednak, że to wcale nie jest prawidłowe zachowanie i bynajmniej nie świadczy o jego sile, a o niewłaściwym napięciu mięśniowym. I nie ja to zauważyłam, nie my nawet. Gdyby nie kolega, który jest fizjoterapeutą i który delikatnie zasugerował konsultacje z kimś kto się dziećmi zajmuje, nie wiem kiedy bym wpadła na to, że coś jest z młodym nie tak. A u takiego malucha im wcześniej się zacznie rehabilitację, tym szybciej się z problemów wychodzi. My młodego rehabilitujemy już ponad rok. A wszystko mogłoby się skończyć znacznie wcześniej, gdybyśmy szybciej rozpoczęli.

Kochana Mamo, nie wiesz najlepiej. I to żaden wstyd! Żadna ujma! Chcesz jak najlepiej dla swojego dziecka, kochasz je całym sercem (choć chwilami masz go dosyć, ale to też jest normalne). Nie pozwól jednak wrzucić na siebie tego dziwnego brzemienia, że POWINNAŚ wiedzieć co jest najlepsze i wiedzieć najlepiej. Gdy stałaś się Mamą zyskałaś wielką miłość, Twoje serce powiększyło się do rozmiarów, których wcześniej sobie pewnie nie wyobrażałaś i po czasie spędzonym z dzieckiem, często będziesz potrafiła je zrozumieć i odgadnąć o co mu chodzi. Nie będziesz jednak zawsze wiedziała co jest NAJlepsze. Warto w tych kwestiach, w których brakuje Ci wiedzy po prostu szukać specjalistów i autorytetów. I nie wierzyć wszystkiemu, co pisze internet i inne mamy, bo niestety jest tam wiele niesprawdzonych informacji i powtarzanych kłamstw. Pamiętaj, żeby mówić UWAGA SPRAWDZAM zanim już komuś uwierzysz. Bo masz rację, że specjalista specjaliście jest nierówny i ich też trzeba wybierać mądrze. Na dobrego nie zawsze trafi się od razu. Ale dobrzy specjaliści są, wiem to z doświadczenia, bo wielu takich na naszej drodze spotkaliśmy. Dlatego jeżeli masz jakieś wątpliwości też szukaj, a wierzę że znajdziesz. Bo lepsza jest wiedza i pewność od przypuszczeń i “dobrych rad”.

Polub moją stronę na Facebooku Bałagan w mojej głowie 🙂

4 myśli na temat “Matka wie NAJlepiej

  1. Bardzo mądry tekst. I fajnie, że pisze go nie kto inny, ale właśnie mama. 🙂 Ciąża czy poród nie dodają nam mocy nadprzyrodzonych. Choć oczywiście rodzice przebywają z dzieckiem najwięcej, więc znają go najlepiej i ich obserwacje oraz intuicja są nieocenione. Ale wiedza fachowa to wiedza fachowa i od tego są specjaliści (z różnych dziedzin zresztą) żeby czerpać z ich wiedzy i doświadczeń.

    Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Lens of day Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s