Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono…

Są sytuacje, które budzą we mnie olbrzymie poczucie smutku, złości i żalu. Są sytuacje, które w idealnym świecie nie powinny się przytrafiać nikomu, a już na pewno nie dobrym ludziom. Ale świat nie jest idealny. Są sytuacje tak niewyobrażalnie bolesne i ciężkie, że nikt z nas, jeżeli ich nie przeżył, nie zrozumie, co przeżywają ludzie, którzy przez nie przechodzą.

I są sytuacje, w których nie mamy prawa włazić ludziom z buciorami do ich prywatnego życia i mówić im czy mają prawo coś zrobić, czy nie. A tym bardziej oceniać, czy ich decyzje są dobre, czy złe, czy oni są dobrymi, czy złymi ludźmi.

Jakiś czas temu było po raz kolejny bardzo głośno o prawie aborcyjnym w Polsce. Co jakiś czas temat wraca i pewnie wracał będzie. I zawsze przy tych dyskusjach najgłośniej słychać głosy dwóch skrajności, czyli tych, którzy są za całkowitą legalizacją aborcji oraz tych, którzy są za całkowitym jej zakazem.

Obecne prawo w naszym kraju pozwala na przerwanie ciąży w trzech przypadkach:

  • ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej (bez ograniczeń ze względu na wiek płodu),
  • badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej),
  • zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (do 12 tygodni od początku ciąży).

I uważam, że to prawo to idealny środek. W sytuacjach dramatycznych nie zmusza nikogo do heroizmu, a jednocześnie nie traktuje przerwania ciąży jako czegoś błahego.

Tymczasem obie strony potwornie głośno krzyczą o swoich racjach, uważając, że ich racja jest NAJ, a wszyscy myślący inaczej są albo ciemnogrodem, albo do szpiku kości źli. I tutaj ani jednej, ani drugiej strony nie mogę zrozumieć, bo przecież dla większości kobiet, rodzin podjęcie decyzji o przerwaniu ciąży nie jest jak wybór między bułką pszenną a pełnoziarnistą na śniadanie. To jest sytuacja pełna bólu, strachu, cierpienia, emocji niewyobrażalnych dla nas, którzy przez to nie przechodziliśmy…

Uważam, że aborcja nie powinna pełnić roli tabletki przeciwbólowej, być możliwa zawsze i wszędzie. Jeżeli już ktoś decyduje się na współżycie powinien mieć tyle oleju w głowie, żeby się zabezpieczyć. Przykro mi, takie jest moje zdanie.
Jeżeli natomiast chodzi o całkowity zakaz aborcji, czyli usunięcie tych trzech możliwości, które obecnie daje prawo… to nie rozumiem JAK można być TAK bezlitosnym i bezdusznym. Nie chcę nawet sobie wyobrażać przez co przechodzi zgwałcona kobieta, która nie dość, że musi sobie poradzić z gwałtem, to na dodatek dowiaduje się, że w jego wyniku jest w ciąży. To musi być dramat i uważam, że NIKT nie ma prawa za nią podejmować decyzji o tym, co powinno się dalej wydarzyć. Nigdy nie chcę się dowiedzieć, co czuje rodzina, która wyczekuje dziecka, ale okazuje się, że stają przed wyborem – życie matki, czy życie dziecka. To są tak trudne decyzje, że wykraczają poza moją wyobraźnię.

I jest jeszcze ta trzecia sytuacja…wyobraźcie sobie, co dzieje się w rodzinie, która dowiaduje się, że ich pierwsze, wyczekiwane dziecko nie rozwija się prawidłowo. Bez względu na to, czy starali się o nie długo, czy krótko. Co czują, gdy po głębszej diagnostyce okazuje się, że dziecko ma wady letalne. Nie, że ma zespół downa, o którym przy tym punkcie się zawsze najwięcej słyszy, czy inne choroby, z którymi będzie żyło, chociaż to życie będzie trudniejsze i będzie wyzwaniem dla rodziców, rodzeństwa i rodziny. Wady letalne, czyli zaburzenie rozwojowe  prowadzące do poronienia samoistnego, porodu niewczesnego lub zgonu wewnątrzmacicznego; zaburzenie rozwojowe prowadzące do przedwczesnej śmierci żywo urodzonego dziecka, bez względu na zastosowane leczenie. Te wady to min. bezmózgowie, bezczaszkowie, niezrośnięte powłoki brzuszne, rozszczep kręgosłupa, wady serca, wady układu nerwowego, mnogie wady niesklasyfikowane.

W takich przypadkach bardzo często nie wiadomo, czy takie maleństwo dożyje terminu porodu, czy obumrze w łonie, nie da się tego określić. Jeżeli dożyje, nie wiadomo, czy przeżyje poród siłami natury, możliwe, że jedyną opcją będzie cesarskie cięcie. Gdy już znajdzie się po tej stronie, nie wiadomo, czy umrze po minucie, piętnastu, tygodniu, miesiącu. Wiadomo natomiast, że bez względu na zastosowane leczenie, zaburzenia rozwojowe są prowadzące do przedwczesnej śmierci żywo urodzonego dziecka. Wiele z tych dzieci, jeżeli już się urodzi, nie wygląda jak słodkie niemowlaki, ale jest bardzo mocno zdeformowanych. Jest w Polsce kilka miejsc, które pomagają przeżyć rodzicom ten niewyobrażalnie trudny czas, zapewniają opiekę psychologa, bez względu na podjętą decyzję (np. Fundacja Gajusz). Bo żadna decyzja w takim przypadku nie jest łatwa. Każda niesie za sobą strach, ból, łzy, niedowierzanie. Każda wiąże się z przeżywaniem żałoby po stracie dziecka. Bez względu na to, czy jego istnienie zakończy się samoistnie, czy o wyznaczonej dacie i godzinie. To będzie odejście przedwczesne, po którym zostanie pustka i dziura w sercach rodziców. Po którym będą musieli się otrząsnąć i znaleźć w sobie siły na dalsze życie w świecie, który ich tragedii nawet nie zauważy, którego bieg się kompletnie nie zmieni, chociaż ich życie już nigdy nie będzie takie samo.

I czy w przypadku takich dramatów naprawdę my, osoby trzecie, mamy prawo mówić ludziom jak powinni postąpić? Co jest złe, a co dobre? Co jest właściwe, a co niewłaściwe? To są kwestie tak intymne i osobiste, tak indywidualne, na które wpływa tyle czynników…

Ale tu pojawia się On. Argument ostateczny. Bóg. Tylko, że czytając Biblię, Nowy Testament i widząc obraz Boga, Jezusa, który chodził po ziemi, to ja nie widzę kogoś kto narzuca swoje zdanie i przekonania. Widzę człowieka, który wspiera potrzebujących, pociesza cierpiących, broni słabych przed samosądami i wypowiada niesamowite słowa “kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Widzę kogoś za kim ludzie CHCĄ podążać. Oni CHCĄ być tacy jak On, zmieniać swoje życie, aby być do Niego podobnymi. Boga pełnego łaski i miłości dla ludzi w trudnych sytuacjach, choć bezspornie nie akceptującego grzechu, to nie przekreślającego ludzi, którzy grzechy popełniają.

Może więc zamiast krzyczeć na ulicach o całkowitym zakazie, lepiej byłoby poświęcić czas na miłowanie bliźniego. Na szerzenie pomocy, tym którzy jej potrzebują. Na okazywanie wsparcia, współczucia, miłości. Może gdybyśmy my, wierzący, więcej czasu poświęcili na głoszenie ewangelii, na dzielenie się tym Kim Bóg jest dla nas, jak zmieniło się nasze życie odkąd Jezus jest w nim obecny, zamiast oceniać innych, wtedy ludziom byłoby łatwiej przechodzić przez różne, ciężkie życiowe sytuacje. Bo z Nim przez każdą burzę przechodzi się lepiej niż bez Niego. Bo przecież On każdą, najtrudniejszą nawet sytuację może obrócić ku dobremu, jakkolwiek dziwnie to brzmi.

Ale to wymaga wysiłku, poświęcenia, zaangażowania. To wymaga żywej wiary. To wymaga prawdziwego działania. To jest dużo trudniejsze i bardziej wymagające niż osądzanie, wytykanie palcami i mówienie „ja bym nigdy…” chociaż w takiej sytuacji nigdy się nie było. Życie natomiast pokazuje, że „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”

Bo dopóki czegoś nie przeżyjesz to nie wiesz, po prostu nie wiesz, jaka byłaby Twoja decyzja.


Polub moją stronę na Facebooku Bałagan w mojej głowie

Photo by Hailey Kean on Unsplash

2 myśli na temat “Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono…

  1. Zgadzam się, że są sytuacje w których nawet sami za siebie nie jesteśmy w stanie ręczyć, jak postąpimy, gdy coś takiego nas spotka. Wygodnie jest prowadzić czysto teoretyczne dysputy np. o aborcji z przysłowiowej kanapy, ale nikt nie przeżyje życia za tę matkę czy za jej dziecko. Dlatego każda kobieta powinna mieć wybór. Bo to ona poniesie jego konsekwencje.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Nie mogłabym się zgodzić bardziej. Zawsze będę twierdzić, że prawo aborcyjne dopuszczające przerwanie ciąży w tych trzech przypadkach to trudny, ale bardzo dobry kompromis, najlepszy, jaki można wypracować w tym trudnym temacie. Nie wyobrażam sobie znaleźć się w którejkolwiek z tych sytuacji, ale jeszcze bardziej nie chcę sobie nawet wyobrażać, że się w takowej znajduję i zwyczajnie NIE MAM WYBORU. Nie mam pojęcia co bym zrobiła, jakiego wyboru bym dokonała, ale jestem przekonana, że brak jakiejkolwiek opcji, postawienie pod ścianą, jeszcze by tę sytuację pogorszyło. A co do Boga, to mogę tylko dodać, że przecież dał nam wolną wolę, prawda? Każdy kto podejmie taką decyzję, będzie się zmagał z jej konsekwencjami przez resztę życia, nieważne czy jest wierzący czy nie, bo tak jak napisałaś, to nie jest wybór bułki na śniadanie. Dla nikogo, nawet gdyby starał się twierdzić inaczej. Świetny i potrzebny tekst!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s