Idealnie dobrana para

Kiedyś, dawno temu myślałam, że jest dla mnie jeden, wyjątkowy, przeznaczony przez Boga i specjalnie dla mnie stworzony mężczyzna. Myślałam, że gdy już go spotkam, wiesz „tego jedynego” to wszystko w życiu będzie miało piękniejsze kolory, będzie łatwiejsze i uda mi się zrealizować to, co do tej pory było trudne, że on w magiczny prawie sposób dopełni mnie, odmieni moje słabości i dzięki niemu stanę się „lepszą wersją siebie”.

Mojego męża poznałam mając 25 lat. Wtedy większość moich koleżanek była już mężata, część miała dzieci. Wiem, więc co znaczy czekać. Początki znajomości z T wcale nie wskazywały na to, że staniemy się małżeństwem, dużo było zawirowań i trudnych sytuacji zanim mi się oświadczył i zanim nastał ten upragniony i wymarzony przeze mnie dzień. Bo zdecydowanie marzyłam już o ślubie 🙂

Na temat małżeństwa mieliśmy całkowicie odmienne spojrzenie i szczerze mówiąc była to jedna z rzeczy, której nie mogła znieść! Mąż mój mianowicie uważał, że to nie jest tak, że Bóg nam kogoś przeznacza, że jest gdzieś jakaś druga połówka jabłka czy bratnia dusza. Nie, on uważał, że to wszystko opiera się o decyzje, którą należy podjąć, decyzję, że będzie się kochać osobę, której powie się TAK i weźmie się za tę decyzję odpowiedzialność. I że wtedy Bóg tej decyzji będzie błogosławił. Co za absurd! ZERO romantyzmu! Z E R O!

Dziś mija 4 lata od naszego ślubu i muszę przyznać, że z uśmiechem przypominam sobie co na temat „tego jedynego”  i przeznaczenia sobie myślałam. Oczywiście nie jest tak, że z każdym by się udało. Nie jest tak, że jest obojętne z kim weźmiesz ślub. Ale miłość to jest decyzja. To jest przede wszystkim decyzja. Decyzja, której wagę poznajemy dopiero po czasie. Gdy przychodzą pierwsze kłótnie, nieporozumienia, gdy trzeba pójść na kompromis. Gdy przychodzi zmęczenie, frustracje, niepowodzenia i trudności życia, które się nie kończą tylko dlatego, że pojawiły się motyle w brzuchu i wzięło się ślub.

Nie wiedziałam jak to będzie być żoną. Trochę się bałam jak to się poukłada. Jak to jest być z kimś „na zawsze”. Z mężem przeszliśmy już dość sporo, mimo krótkiego stażu. Od szukania kościoła dzień przed ceremonią, (bo w tym, w którym miał być ślub był remont i zapomniano nas poinformować) przez standardowe po wspólnym zamieszkaniu niedotarcia, które trzeba było przepracować (zamieszkaliśmy razem po ślubie), po problemy natury komunikacyjnej, bo jak się okazało różnice między mężczyznami i kobietami nie są wcale takie małe i trzeba się nauczyć w jaki sposób i kiedy rozmawiać ze sobą. Dwoje naszych chłopaków też dostarczyło nam dużo emocji i stresów związanych z zawirowaniami zdrowotnymi. No i poznaliśmy też siebie tak, jak nikt inny nas nie zna 😉 Dziś, po tych kilku latach mogę powiedzieć, że naprawdę jestem szczęśliwa.

Oczywiście – kłócimy się, oczywiście – czasem się ze sobą nie zgadzamy, wiadomo – działamy sobie na nerwy jak nikt inny i czasami w głowach oboje słyszymy tylko „AAAAAAAAAAA”. A jednak, jesteśmy szczęśliwi.

Czy jesteśmy idealnie dobraną parą? Zdecydowanie nie. Dziś uważam, że nie ma czegoś takiego jak idealne dobranie. Bycie razem wymaga pracy. Od obu stron. Wyzbywania się egoizmu, przygryzania warg, gdy chce się powiedzieć to jedno (albo kilka) słów za dużo. Czasami przemilczenia rzeczy, pierdół, które tak naprawdę są błahe, a wywołać mogą burze. Kompromisów, pokonywania swojego lenistwa i wychodzenia poza strefę komfortu. Czasami przelanych łez, a czasem strachu, gdy otwieramy serce i wpuszczamy kogoś do najlepiej strzeżonych jego zakamarków, zastanawiając się co on powie na to, co tam zastanie. Bo przecież nie jesteśmy idealni.

I naprawdę uważam, że miłość, związek dwojga ludzi, którzy chcą się ze sobą zestarzeć, jest warta tego trudu i czasem poświęcenia. I te piękne chwile, które dzięki temu się pojawiają też są tego warte. W moim mężu mam najlepszego przyjaciela, najwierniejszego kibica i najbardziej szczerego krytyka 🙂 Ale ten stan wymaga pracy, od nas obojga. To nie wydarzyło się samo. To co jest, trzeba było zbudować. Teraz trzeba budować dalej i dbać o to, co już jest (co jest bardziej skomplikowane, gdy pojawiają się dzieci, ale wciąż realne).

Związki są różne i różne są ich losy. Ale to, do czego z całego serca Cię zachęcam to do szczerości. Do otwartości, do zrozumienia tego, co w głowie się Wam nie mieści, że ktoś może myśleć/czuć itd. Jeżeli widzisz uśmiechnięte pary, zakochane w sobie po latach, staruszków, którzy trzymają się wciąż za ręce, to pamiętaj, że to nie jest kwestia idealnego dobrania. To nie wydarzyło się samo. To jest kwestia decyzji, pracy i wytrwałości. Czasami ustąpienia i przygryzienia warg. Okazywania sobie szacunku, wsparcia, cierpliwości. Bycia szczerym (w mądry sposób) i pracowania nad sobą i związkiem. I potrzeba do tego dwojga ludzi. Dbać o związek trzeba razem. Bo „lepiej dwóm niż jednemu. Bo łatwiej im w trudzie. Jeśli jeden upadnie, drugi go podniesie.”**

Także podnoście się nawzajem, dbajcie o siebie i cieszcie się z tych dobrych chwil, doceniajcie małe rzeczy. I niech Wam się wiedzie!

** Cytat pochodzi z Biblii, to jest Pismo Święte Starego i Nowego Przymierza, wyd.EIB

Polub moją stronę na Facebooku Bałagan w mojej głowie 🙂
Photo by Christiana Rivers on Unsplash

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s